~Aomine~
Ech…
Tetsu nigdy nie miał wyczucia czasu. Kiedyś wszedł do szatni, gdy tylko ja w
niej byłem, i prawie przyłapał mnie na… Ekhm… Robieniu sobie dobrze. Szczęście,
że się wtedy powstrzymałem! Wprawdzie to jest normalna potrzeba każdego faceta,
jednak wolałbym, by nikt tego nie widział.
Ponownie spojrzałem w lustro. Ta malinka,
którą zrobił mi Kagami, jest całkiem widoczna. Zabiję go za to. Pocieszam się
myślą, że u niego to bardziej widać. Mówiłem już, że on jest jak dzika bestia.
Jak tygrys. Trudno nad nim zapanować, ale wystarczy znać kilka jego słabych
punktów, odpowiednio się zbliżyć i może stać się bardzo potulny. Chociaż z
drugiej strony podoba mi się ten jego opór. Rywalizacja z nim jest naprawdę
interesująca.
- Pospiesz się, bo muszę wychodzić! – krzyknął
Kagami, wchodząc do łazienki.
- Spokojnie, kochanie, przecież już idę –
odpowiedziałem i wyminąłem go w drzwiach. Chciałem go objąć, ale się odsunął. –
Oj, tygrysek pokazuje pazurki? – zaśmiałem się.
- Ty mnie nie nazywaj kochaniem ani
tygryskiem, tylko opuść wreszcie mój dom!
- Przyjdę tu z tobą wieczorem po treningu.
- Nie wpuszczę cię.
- I tak wejdę.
- Wywalę cię za drzwi.
- Nie wywalisz.
- Wywalę.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Chcesz się założyć? Jeśli ci się uda wywalić
mnie z mieszkania, nie odwiedzę cię do końca tygodnia, ale jeśli temu nie
podołasz, nocuję u ciebie do soboty. To jak, kochanie? – zacisnął pięści i
zmarszczył brwi. Musi podjąć ważną decyzję. Widać było, że się zastanawia.
Postanowiłem przyspieszyć jego odpowiedź. – Tchórz. – skwitowałem.
Reakcja była natychmiastowa. Złapał mnie za
kołnierz koszulki i szybko do siebie przyciągnął. Prawie stykaliśmy się
czołami.
- Nie. Jestem. Tchórzem! - wycedził przez zaciśnięte zęby. – Zgadzam
się na twój pieprzony zakład!
- Pieprzyć to my się będziemy niedługo, kocie,
bo gwarantuję ci, że przegrasz. Jak zwykle zresztą. – wpiłem mu się w wargi, co
skończyło się źle dla mojego języka, gdyż ten kretyn mnie ugryzł. Skandal! Ja
próbuję mu trochę uczuć okazać, a ten mnie gryzie! – Ała!
- Nie zapędzaj się, głąbie, bo zaczynam
żałować, że cię u siebie przenocowałem – warknął.
- Nie żałujesz – uśmiechnąłem się pewnie. –
Obaj dobrze wiemy, że podobała ci się ta noc i chętnie byś ją powtórzył. –
Zbliżyłem się do jego ucha. – Może nawet z pikantnym dodatkiem, hmm?
Spalił
buraka, po czym odwrócił wzrok. Gdy się zarumieni, wygląda słodko. Jak
prawdziwy kot.
- Nie – odpowiedział po chwili.
- No to świe… CO?! – wykrzyknąłem z
niedowierzaniem. Aż tak chce bronić swojego tyłka? Chyba będzie ciężej niż
myślałem… Będę musiał zastosować bardziej skuteczne i łóżkowe metody… Już ja
mam swoje sposoby, by namówić kogoś (w tym przypadku tego idiotę) do upojnej
nocy.
- To, co słyszałeś – Skrzyżował ręce na klatce
piersiowej i spojrzał na mnie twardo. Nie jest prawiczkiem, ale wpuścić mnie do
siebie nie chce, drań jeden.
- Gwarantuję ci, że wkrótce zmienisz zdanie.
Poszedłem do holu, założyłem buty i wziąłem
swoją torbę, po czym spojrzałem na Taigę ze zniecierpliwieniem.
- Pospiesz się – ponagliłem go. – Ile jeszcze
będę musiał na ciebie czekać, ośle?
Wymamrotał jakieś przekleństwo pod moim
adresem, po czym zamknął za nami drzwi. Przez pewien czas szliśmy razem, ale
żaden z nas się nie odezwał. W końcu zatrzymałem się.
- To do później, Taiga! – pomachałem mu, a po
chwili skręciłem w boczną ulicę. Coś mi tam odpowiedział, ale nie słyszałem co.
Całą drogę do szkoły myślałem o tym, jak to
jest się kochać z chłopakiem. Z tym konkretnym chłopakiem, który ma dziwnie
zmutowane brwi i zachowuje się jak nieokiełznana bestia. To musi być dzikie,
ale jednocześnie przyjemne. Ciekawe, czy jest długi…? Albo ciasny? Czy to boli,
kiedy ktoś w ciebie wchodzi? Będzie mi musiał na to pytanie odpowiedzieć, bo ja
nie zamierzam być uke. On w tym związku jest kobietą, więc on będzie na dole.
Proste, logiczne.
- Dai-chan! – Kiedy Momoi podbiegła do mnie i
mnie przytuliła, miałem wrażenie, że zmiażdży mi płuca. Jeszcze swoimi cyckami
kiedyś komuś krzywdę zrobi… - Gdzieś ty był?! Nie odebrałeś telefonu…
- Aaa… Rozładował mi się – wymyśliłem szybko
jakieś kłamstewko. No przecież nie powiem jej, że byłem zajęty całowaniem się z
chłopakiem! Albo że z nim spałem…
- Ech, ale mogłeś chociaż oddzwonić! – wzięła
się pod boki i spojrzała na mnie podejrzliwie. – Dai-chan, czy ty coś ukrywasz?
- N-Nie! Skądże! Ja miałbym się okłamywać? –
machnąłem szybko rękami i uświadomiłem sobie, że to nie wyglądało naturalnie.
- Dość często ci się to zdarza… Chcesz o czymś
pogadać?
Ta, pewnie. O tym, że zakochałem się w
chłopaku, spałem z nim, całowaliśmy się i chcę się z nim pieprzyć. Idealny
temat na rozmowę z dziewczyną.
- Nic mi nie jest, więc daj mi święty spokój.
Czeka mnie jeszcze męczarnia z Riko.
- Przynajmniej trochę dzięki temu potrenujesz!
Musisz się wreszcie wziąć do roboty!
- No przecież ja cały czas ćwiczę! Tylko nieco
inaczej niż wszyscy, to wszystko.
Poszedłem do właściwej klasy, a paplająca
Momoi szła za mną. Dziewczyny są czasem
(często) irytujące. Może bycie gejem wcale nie jest takie złe…? Chłopcy nigdy tyle nie gadają (wyjątkiem jest Kise, ale nie o nim mowa), więc przynajmniej będę miał spokój z Kagamim. On nie będzie mi gderał nad uchem o jakiś pierdołach, typu ubrania, kosmetyki czy sławni aktorzy. Z nim można pogadać o koszu, o koszykarzach… I o sprawach, o których faceci powinni sobie mówić. Wiecie, te męskie tematy.
(często) irytujące. Może bycie gejem wcale nie jest takie złe…? Chłopcy nigdy tyle nie gadają (wyjątkiem jest Kise, ale nie o nim mowa), więc przynajmniej będę miał spokój z Kagamim. On nie będzie mi gderał nad uchem o jakiś pierdołach, typu ubrania, kosmetyki czy sławni aktorzy. Z nim można pogadać o koszu, o koszykarzach… I o sprawach, o których faceci powinni sobie mówić. Wiecie, te męskie tematy.
Kiedy wszedłem do szatni, Kagami już tam był.
Nie zwróciłem szczególnej uwagi na resztę drużyny. Interesowała mnie jedna,
konkretna osoba.
- Dzień dobry, Aomine-kun. – Nagle przede mną
zjawił się Kuroko, ale byłem na to psychicznie przygotowany.
- Yo, Tetsu – Poczochrałem go po włosach,
doskonale wiedząc, że to jedna z rzeczy, których on naprawdę nie cierpi.
- Prawie się spóźniłeś – wytknął mi Taiga.
- Prawie robi dużą różnicę – Podszedłem do
swojej szafki i zacząłem się przebierać. – Momoi mnie zatrzymała. A, Tetsu,
chciała się z tobą jutro spotkać.
- W jakiej sprawie? – spytał Kuroko.
- A bo ja wiem? – wzruszyłem ramionami. –
Mówiła tylko, że to coś ważnego.
Poszliśmy na salę, gdzie czekała już trenerka.
W ręku miała jakąś kartkę, na której były podejrzanie wyglądające hieroglify.
Czyżby kolejny śmiertelny zestaw ćwiczeń?
- O, wreszcie jesteście! – Zauważyła nas, po
czym kazała nam się ustawić w szeregu. – Znacie taką grę w policjantów i
złodziei?
- Akashi-kun nam kiedyś o tym mówił – odezwał
się Kuroko. Jezu, na samo wspomnienie tej ,,gry” dostaję gęsiej skórki. Prawie
mnie wtedy przebił nożyczkami na wylot, gdy chciałem mu uciec! Byłem złodziejem,
a on chciał mnie złapać, ale był za wolny. Dostałem wtedy takich palpitacji
serca, że nawet nie pamiętam, jak znalazłem się w swoim pokoju.
- Tia… - westchnąłem. – Są dwie grupy, jedna
goni drugą. Banał.
I tak
oto zaczęliśmy grać. Wcześniej trenerka podzieliła nas na dwie drużyny. Ja
byłem tym razem policjantem, a Kagami wcielił się w rolę złodzieja. Myślę, że
największy problem może stanowić Tetsu. Był w grupie gangsterów, a jego
zdolność znikania może być kłopotliwa.
Pierwszą osobą, którą zobaczyłem, był Izuki.
Już go prawie dorwałem, ale wtedy z krzaków wybiegł Kagami, a gdy mnie
zobaczył, zamarł na chwilę, po czym rzucił się do ucieczki. Od razu pognałem za
nim, kompletnie zapominając o poprzedniej ofierze. Taiga był więcej wart. I
muszę się przy nim bardziej wysilić. A to właśnie lubię- wyzwania.
- Mam cię! – krzyknąłem, kiedy złapałem go za
przedramię. – Już mi nie uciekniesz, tygrysie.
Na początku
chciał się wyrwać, ale w końcu zrezygnował. Przyprowadziłem go do ,,więzienia”,
czyli do magazynku, i poszedłem szukać reszty. Dokładniej interesowała mnie
jedna osoba- Tetsu.
Zacząłem błądzić po szkolnych korytarzach i
uważnie się rozglądałem. Starałem się wychwycić każdy, nawet najcichszy dźwięk.
Kuroko najłatwiej było znaleźć po odgłosach, jakie wydawał. Wprawdzie było ich
mało, ale wreszcie udało mi się usłyszeć ciche szuranie, a po chwili zobaczyłem
jasne włosy. Zacząłem się skradać w stronę chłopaka, a kiedy stałem kilka
metrów za nim, odwrócił się zaskoczony. Nie czekałem ani chwili dłużej. Szybko
do niego podbiegłem, po czym chwyciłem go za ramię i powiedziałem dumnie:
- Aresztowany.
Miałem wrażenie, że uśmiechnął się lekko.
Trudno cokolwiek wyczytać z jego twarzy, ale wydawało mi się, że jego wargi
uniosły się trochę do góry. Złapałem dwie osoby, które według mnie były
najtrudniejsze do schwytania.
Wszedłem na salę prowadząc ze sobą Tetsu.
Kiedy inni nas zobaczyli, aż zaniemówili.
- Tak szybko? – spytała zdziwiona trenerka. –
M-Myślałam, że nikt go nie znajdzie…
- Znam go najlepiej z was wszystkich –
odpowiedziałem, po czym puściłem ramię Kuroko. – Wiem, jak go zobaczyć.
Przegrana drużyna (złodzieje) musiała zrobić
sto dodatkowych brzuszków. My mieliśmy tylko chwycić ich za stopy i pilnować,
by nie oszukiwali. Z uśmiechem na twarzy podszedłem do Kagamiego, a gdy nikt
nie patrzył, szepnąłem:
- Chyba należy mi się jakaś nagroda, co? W
końcu złapałem groźnego przestępcę i jego współtowarzysza.
- Odpierdol się, kretynie. – Odepchnął mnie
lekko. – Dziś do mnie nie idziesz.
- Zapomniałeś o zakładzie, kocie? Wygram go.
- Zobaczymy.
Położył się
na podłodze, zgiął kolana i zaczął robić brzuszki. Trzymałem jego stopy i
walczyłem z chęcią dobrania się do jego tyłka. A kiedy pot spływał mu z twarzy
na szyję… Uh! Tak seksownie wtedy wyglądał, że musiałem na chwilę zamknąć oczy,
by się na niego nie rzucić.
- Koniec! – krzyknęła Riko.
Kagami usiadł i wziął głęboki wdech. Otarł
kropelki potu z czoła i odgonił mnie od siebie. Co za baran! Czy w miejscu
publicznym nie mogę się do niego zbliżyć bardziej niż na dwa metry?
- Teraz zagracie mecz sparingowy. – Trenerka popatrzyła
na swoje kartki. – Będą dwie drużyny. Pierwszą wybierze Teppei, drugą Hyuga.
I tak oto zaczęliśmy grać. Jaki był wynik? Moja
drużyna oczywiście wygrała, co Kagami przyjął ze sporą dawką złości. Kiedy
jednak wracaliśmy do jego domu, trochę mu przeszło.
- To jesteś gotowy na coś niedozwolonego? –
zagadnąłem, gdy zaczęliśmy się zbliżać do jego mieszkania.
- Nie będziesz u mnie spał, idioto – warknął pewnie.
Prychnąłem pod nosem i włożyłem ręce do
kieszeni. Zobaczymy, tygrysie, zobaczymy. Tak się składa, że mam niezły
argument, by cię przekonać. Już się nie mogę doczekać widoku twojej miny…
____________________________________________________________________________________






*wróci jutro, bo mama wyłancza wifi xD*
OdpowiedzUsuńA pisze żeby zostawić ślad. Więc jutro (prawie dzisiaj) spodziewaj się komentarza! :-)
Łochoho... Szacun wielki za opowiadanie.
UsuńJego zajebpiiii... Aż razi w oczy.
Jak możesz?! Pisać takie długie i w dodatku świetne opowiadania?!
Błagaaam... Chce korepetycje xD
Chociaż... Nie stać mnie na korki u mistrza... :-/
Dobra, dobra ogar.
Ogółem strasznie mi się podobało. A kiedy przeczytałam umieszczone poniżej zdanie:
"Chłopcy nigdy tyle nie gadają (wyjątkiem jest Kise, ale nie o nim mowa)" na moją twarz wstąpił uśmiech od ucha do ucha ;-)
I te pytania Aosia... Mam nadzieje, iż wkrótce znajdziesz na nie odpowiedzi, mój drogi Daikisiu.
Mam także wielką nadzieje (jestem tego prawie pewna xD) iż wygrasz zakład...
*zboczone myśli Minecchi*
Żółwik i dużo weny!
Ach, dziękuję za miłe słowa! :D I żaden ze mnie mistrz XD Ale i tak dziękuję^^
UsuńKto wygra zakład? Tego dowiesz się w kolejenej części ;)
Kocham, kiedy Ahomine nazywa Kagamiego tygryskiem ^w^ To takie słodkie. Albo kotkiem. I w ogóle, kiedy używa tych czułościowych słów. Nie sądziłam, że to on będzie tym bardziej kochanym w ich związku, a tu proszę jaka niespodzianka xD Kagami-kun ma te swoje ciche dni .-. To dlatego ma takie fochy.. Albo to zespół stresu przedmiesiączkowego xD
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Ja też ^^
UsuńNiespodzianki się zdarzają, a w przypadku Ao są one wyjątkowo niespodziewane ;P
Możliwe, nie wnikam xD
Pozdrawiam ^^