niedziela, 1 listopada 2015

AoKaga- A może jednak szczęście? Cz.3

 Ta część jest dedykowana specjalnie dla Mine Izuki, która kocha Daikusia i Tygryska tak samo jak ja ^^ Może to poprawi ci humor po przeczytaniu rozdziału 27 ;) Mam przynajmniej taką nadzieję, że ta część też ci się spodoba :D
_____________________________________________________________________________________

 
 

 ~Aomine~

  Akashi wyjątkowo przynudzał. Dawno nie byłem na tak nudnym spotkaniu. Nie zasnąłem tylko dlatego, że bałem się oberwać nożyczkami i spokojna drzemka zamieniłaby się w sen wieczny, czego wolałem uniknąć. Jestem przecież zbyt zajebisty na śmierć. Poza tym tyle dziewczyn na mnie czeka! I muszę kupić Horikitę Mai. To mój obowiązek. Ktoś musi się pozachwycać tymi pięknymi cycuszkami. A, mam jeszcze ochotę na kuchnię Kagamiego. Przyznam, że podpasowało mi jego gotowanie. Gdyby tylko był laską z dużym biustem, już dawno byłby moją dziewczyną. A tak… Cóż, penisy mnie nie interesują.

 - Daiki, odpowiedz – głos Akashiego wyrwał mnie z moich przemyśleń. Najgorsze, że nie wiedziałem, o czym mówił. Po mnie.

 - Ekhm… - podrapałem się nerwowo w tył głowy. – Możesz powtórzyć pytanie?

 - Nie, nie mogę.

 No to wpadłem. Spojrzałem dyskretnie na Kise, ale on był zajęty oglądaniem swoich paznokci. Tetsu gdzieś zniknął, Midorima i tak by mi nie pomógł, a Murasakibara wpierdzielał czekoladowe batoniki. O, bogowie, pomóżcie mi, zajebistemu chłopakowi, który ma jeszcze wiele do przeżycia i nie może umrzeć z ręki kogoś tak psychopatycznego. Litości!

 - Mogę wiedzieć, o czym myślałeś? – świst jego nożyczek sprawił, że przeszły mnie wyjątkowo nieprzyjemne dreszcze.

 - O niczym ważnym… - zaśmiałem się nerwowo. – Tylko… Ten tego… Głodny jestem! – powiedziałem pierwszą rzecz, jaka mi wpadła do głowy.

 - Głodny, powiadasz? – udał zaciekawionego, co znaczy, że zaraz naprawdę się wkurzy. – A podobno u Taigi jedliście obfite śniadanie.

 - A, eee… No tak, ale… To było jakiś czas temu, więc wiesz… Zgłodniałem – ponownie się podrapałem w tył głowy.

 - Ach, zgłodniałeś – kiwnął głową. Jezus Maria, jest naprawdę źle! – To może mam pójść do sklepu po hamburgera dla ciebie?

 - Nie, nie, nie trzeba – próbowałem złagodzić sytuację. – W sumie to już mi się odechciało.

 - Tak nagle? – przeciął powietrze swoimi nożyczkami.

 - No tak jakoś… Hehe… Patrz, jaka ironia…

 Chwilę później jego broń rozcięła lekko mój policzek, a ja mimowolnie syknąłem i w ostatniej chwili zrobiłem unik.

 - Widzę, że nadal masz dobry refleks, Daiki.

 - Wcale się przez ten czas nie obijałem – mruknąłem i starłem krew z policzka.

 - W takim razie fakt, że co tydzień w piątek będziemy się spotykać na wspólnych treningach, powinien cię bardzo ucieszyć, prawda?

 Zdusiłem w sobie jęk niezadowolenia, po czym niechętnie przytaknąłem. Przynajmniej to będzie tylko raz w tygodniu, więc takie piekło da się przeżyć.

 - Taiga będzie trenował z nami – dodał po chwili.

 - Czemu on też? – nie zdążyłem ugryźć się w język.

 - Bo JA tak zdecydowałem. A ty pójdziesz do niego wieczorem i mu to powiesz.

 - A Tetsu nie może do niego zadzwonić?

 - Nie, on już ma plany na wieczór.

 A ja to niby nie? Miałem oglądać swoje świerszczyki! Toż to jest najważniejsze! Nie dość, że przez niego nie wypełnię swojego tak ważnego zadania, to jeszcze muszę się wlec do tego jełopa! Będę miał tak udane godziny wieczorne, że normalnie skaczę z radości.

 - Masz coś przeciwko? – spytał Akashi, bacznie na mnie patrząc.

 - Nie, skądże – wolałem mu bardziej nie podpadać.

 Kilka minut później spotkanie dobiegło końca. Westchnąłem z ulgą i skierowałem się w stronę domu. Kuroko szedł kawałek ze mną.

 - Tetsu, co robisz wieczorem, skoro nie możesz iść do tego kretyna? – spytałem nagle.

 - Mój przyjaciel przyjeżdża do Tokio na kilka dni i nocuje u mnie – odpowiedział. Jak zwykle miał obojętną minę, ale wiedziałem, że tak naprawdę jest przeszczęśliwy. – Poza tym myślę, że lubisz Kagamiego-kun.

 - Co?! – spojrzałem na niego ze zdziwieniem. Skąd to niby wie? – Chyba sobie coś ubzdurałeś – prychnąłem.

 - Żaden z was nie chce się przyznać do tego, że lubi tego drugiego. To wasze koleżeństwo jest naprawdę dziwne.

 - On NIE JEST moim kolegą!

 - A ja jestem Akashim.

 I tu mnie zgasił. Ten argument przebija wszystko. Nie mam na to żadnej riposty. Co nie znaczy, że przyznam się do tego, iż nawet, w ostateczności, lubię tego głąba.

 

 Szedłem do jego mieszkania. Oby tylko w nim był, bo nie mam zamiaru czekać na niego pod drzwiami. Po drodze minąłem się z Himuro. Wymieniliśmy się spojrzeniami, ale żaden z nas się nie odezwał. Prawo japońskie mówi, że ja nigdy nie mówię pierwszy ,,cześć”. To osoby, które mnie mijają, mają się pierwsze odezwać. Wprawdzie nigdzie nie jest to zapisane, ale to nieistotny szczegół.

 Zapukałem we właściwe drzwi, a po chwili otworzył je ten kretyn. Gdy mnie zobaczył, myślałem, że zamienił się w największego pojeba świata. Znaczy on już nim jest, ale wyglądał tak, że prawie wybuchłem głośnym śmiechem.

 Wszedłem do jego mieszkania bez pozwolenia, co oczywiście musiał mi wypomnieć.

 - Po co przylazłeś? – warknął.

 - Tak traktujesz gości? – spytałem, kompletnie ignorując jego wcześniejszą uwagę. – No, no… Coś cię w tej Ameryce nie wychowali.

 - Ty lepiej spójrz na siebie.

 - Widzę tylko zajebistego i przystojnego chłopaka – uśmiechnąłem się wrednie, tym samym powodując jego narastającą złość.

 - Po co przylazłeś? Już się ciebie dziś naoglądałem.

 - Mam dla ciebie wiadomość.

 Spojrzał na mnie z zaskoczeniem i zaczął mi się bacznie przyglądać.

 - Od kogo?

 - Od Akashiego – to go jeszcze bardziej zbiło z tropu, a gdy przekazałem mu jej treść, wyglądał tak, jakby miał zaraz zemdleć i wybuchnąć ze złości jednocześnie.

 - Niby czemu mam z wami trenować? – burknął.

 - A bo ja wiem? Akashiego zapytaj. – wzruszyłem ramionami. – Tak przy okazji… Co masz na kolację?

 Posłał mi spojrzenie pełne złości, co totalnie zignorowałem. Zdjąłem buty i wparowałem do jego kuchni. Coś mi tu pachnie pyszną, smażoną rybą i makaronem!

 - Dawaj talerze i nakładaj! – wskazałem na garnek z potrawą.

 W odpowiedzi oberwałem ściereczką kuchenną. Cofnąłem się krok w tył i uśmiechnąłem się wrednie.

 - Ruszyłbyś się wreszcie! – warknął w moją stronę.

 - Nie zapominaj, że nadal jestem lepszy od ciebie. I to się NIGDY nie zmieni.

 - Zobaczymy – zmrużył lekko oczy, po czym wyjął z szafki dwa talerze. – To, że dwa razy wygrałeś, nic nie znaczy.

 - To, że dwa razy przegrałeś, coś znaczy – poprawiłem go. – Do tego dochodzą one-on-one…

 - Morda – przerwał mi. – Albo wypad z mojego domu.

 - Ktoś tu nie umie zaakceptować porażki – zaśmiałem się i w ostatniej chwili uchroniłem się przez lecącą w moją stronę łyżką. – Chybiłeś.

 - Nie martw się, następnym razem trafię.

 - A, czyli że mnie zapraszasz? – wyszczerzyłem się do niego w głupim uśmiechu. – Wpadnę w najbliższym czasie na coś do żarcia.

 - Spieprzaj – burknął w odpowiedzi. – Nie jestem twoją kucharką, a moje mieszkanie nie jest twoją stołówką.

 - Mogę cię zatrudnić.

 - W życiu! Nie mam zamiaru dla ciebie gotować! Możesz jeść na mieście!

 - To nie to samo. Mógłbym ci płacić pornosami.

 - I to jest kolejny powód, czemu nigdy bym dla ciebie nie gotował.

 Postawił na stole dwa talerze- jeden dla mnie, drugi dla siebie. Usiadł naprzeciwko mnie i zaczął jeść. Po chwili wziąłem do ust pierwszy kęs potrawy i poczułem jej doskonały smak. Kurwa, zaczynam coraz realniej myśleć nad propozycją zatrudnienia go. Ale co zrobić, jak ten debil się uprze? Ostatecznie posunę się do sprawdzonych środków (przynajmniej sprawdzonych w filmach), jak na przykład: gaz usypiający, pałka w łeb, przeniesienie go do swojej piwnicy i zamknięcie jej na stalowy zamek, trzymanie go na uprzęży, by przypadkiem nie uciekł, albo po prostu przeprowadzenie się do jego mieszkania. Proste, nie? Tak, wiem, że jestem genialny, a moja niepojęta inteligencja czasem nawet mnie zadziwia. Bycie zajebistym do czegoś zobowiązuje. Nie mogę być przecież tylko zwyczajnym nastolatkiem. Ja jestem praktycznie jak młody bóg, któremu znudziły się niebiosa i na kilkadziesiąt lat zstąpił w swej łaskawości na Ziemię. I oczywiście ten bóg przyjął moją zajebistą postać, w wyniku czego jestem najlepszy i cholernie seksowny. Dziwne, że ludzie jeszcze tego nie zauważyli. Kiedyś pewnie będą mnie błagać, bym choć na chwilę wstąpił w ich skromne progi…

 - Możesz się już wypierdzielać z mojego mieszkania? – spytał Kagami, przerywając mój wewnętrzny i zajebisty monolog. Nosz kurwa, wyjątkowo nie ma wyczucia czasu!-

  - Nie, nie mogę – odparłem z pewnym siebie uśmiechem, chyląc się przed kolejną łyżką, która leciała w stronę mej zacnej osoby. – Wszystkich gości tak traktujesz?

 - Nie – odparł. – Tylko ty potrafisz tak mnie wkurzyć.

 - I to jest kolejna rzecz, w której jestem najlepszy! Powinni mnie normalnie wpisać do księgi rekordów… Tego, jak mu tam było…

 - Guinnessa? – podpowiedział.

 - O, no właśnie!

 - Gwarantuję ci, że byś pobił rekord w głupocie – mruknął.

 - Ty się zamknij lepiej, bo ktoś twojego pokroju nie ma prawa pouczać kogoś tak zajebistego jak ja!

 - Jakoś nie widzę u ciebie tej zajebistości. Widzę za to tonę głupoty i kolejne dwie tony egoizmu.

 Zaczęliśmy się sprzeczać, a na końcu prawie się pobiliśmy. Usiedliśmy na końcach kanapy i mordowaliśmy się spojrzeniami. Już prawie zdechł pod wpływem mojego spojrzenia, ale akurat w tym momencie dostałem SMS’a.

 

 Od: Nożycoręki karłowaty psychol

 Do: Daiki

 To cud prawdziwy, że powiedziałeś o wszystkim Taidze i nie umarłeś przy tym w jego domu. Moje gratulacje, Daiki. Ale spróbuj się spóźnić na piątkowy trening chociaż o sekundę, a obiecuję, że będziesz miał zagwarantowane spotkanie z moimi nożyczkami!

 

 Sadysta jeden, myśli, że mu wszystko wolno! Jego niedoczekanie! Wprawdzie nie jest już naszym kapitanem, jednak wolę unikać tej przeklętej broni, jaką są te cholerne nożyczki. Już ich kilka razy doświadczyłem na swoim policzku, więc wolałbym nie czuć ich w żadnym innym miejscu.

 Nagle poczułem, jak ktoś mnie kopnął. Mówiąc ,,ktoś”, mam na myśli tę dwubrwiową małpę.

 - I czego się pchasz? – warknąłem w jego stronę.

 - To ty zajmujesz ponad pół MOJEJ kanapy!

 - Jestem gościem, więc mam do tego prawo!

 - Sam się tu wprosiłeś, nikt cię nie zapraszał!

 Zaczęliśmy się kopać i przepychać, aż nagle Kagami zbyt gwałtownie zareagował i upadł na mnie całym ciężarem ciała. Jeszcze jeden taki numer, a odda mi swoje płuca!

 - Złaź, idioto! – krzyknąłem. – Oddychać nie mogę!

Widziałem spore zakłopotanie i zawstydzenie na jego twarzy, która w sekundę przybrała odcień dorodnego buraka. Poczułem dziwne uczucie w klatce piersiowej, w okolicach serca. Z jednej strony miałem ochotę go zepchnąć i zacząć się śmiać, a z drugiej z chęcią dotknąłbym jego policzka. Mój problem został po chwili rozwiązany, gdyż Kagami sam odskoczył ode mnie jak oparzony i odwrócił głowę. Ale z niego wstydzioch! Wtedy uświadomiłem sobie, że chciałem dotknąć twarzy faceta. FACETA! Boże, muszę natychmiast dostać pornosa do ręki.

 Spojrzałem na zegarek. Dwudziesta.

 - Będę się już zbierał – powiedziałem.

 - Najwyższy czas- burknął Kagami, który nadal miał buraka na twarzy.

 Założyłem buty, zarzuciłem bluzę i rzuciłem mu szybie ,,Nara” na pożegnanie. Pora znaleźć się w pokoju, wcisnąć słuchawki w uszy i zająć się oglądaniem pornosków z ogromnymi cyckami. Tak, idealny wieczór.
____________________________________________________________________________________




8 komentarzy:

  1. Moje szczęście wynosi poziom zero, bo napisałam komentarz ale się nie dodał i muszę pisać go jeszcze raz...
    #mojeszczęście
    Mój ukochany "Nożycoręki karłowaty psychol" i Tetsu są w zmowie... Ja to wiem.
    I dlatego Seijuro wysłał Aosia do tygryska.
    Biedny Aho... Tak manipulowany :P
    I do tego zaszczycił Kagasia swoją obecnością, skosztował jego dania i sprawdził kanapę i co dostał w zamian? Zmiażdżone płuca xD
    To takie typowe -.-
    Ale jednak da się to znieść, jeśli pada na ciebie prawdziwy buraczkowaty tygrysek... Mrau! *zboczona minka* xD Bosz co mi dziś odwala? xD
    Nadal zastanawiam się czy wygrał mój kochany, psychopatyczny Akash czy może jednak Aho, ale chyba wygrali obaj xD

    " - Ach, zgłodniałeś – kiwnął głową. Jezus Maria, jest naprawdę źle! – To może mam pójść do sklepu po hamburgera dla ciebie?

    - Nie, nie, nie trzeba – próbowałem złagodzić sytuację. – W sumie to już mi się odechciało.

    - Tak nagle? – przeciął powietrze swoimi nożyczkami.

    - No tak jakoś… Hehe… Patrz, jaka ironia…"
    XD

    Weeny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo... Dla mnie *.* Dziękuję bardzo ^.^
    Nawet nie wiesz jak się cieszę.

    A co do tego cudeńka...
    Noo... To... Cudo? xD
    Aaa!!! Aomine*.* Tygrysek *.*
    Aoś + Tygrysek = <3
    Jak taka dziewczynka w przedszkolu xD
    Pozwól, że opowiem ci historię mojego życia ;-)
    Więc przez CAAAALUTKI dzień męczyłam moją przyjaciułkę drąc mordę na pół osiedla. A co takiego wrzeszczałam? Aoś i Kagamiś! I tak moja koleżanka sama wie, że jestem niezrównoważona umysłowo.

    Kocham ich kłutnie! KOCHAM. KOCHAM. IJESZCZE RAZ KOCHAM.
    Przyżekam im miłość, wierność blablabla...

    A! Co ja tu widze? Mój kolega z psychjatryka. Niezmiernie się cieszę. Zabujcze nożyczki Akashiego niczym whiskazi xD

    Ale i tak Daikiś przyćmiewa wszystko! Nawet Tygryska (nie Taiga, nie zabij mnie)
    Ale oczywuście Kagamiś też MEGA!

    Co mi sie szczególnie podobało? WSZYSTKO.

    Ale napewno jedną z tych najlepszych sce, gdyby zmusili mnie do wybierania byłby moment wproszenia Ao do Kagamiego ^.^

    Aaaa pornolki!
    A... Może jednak nie? Moja rada? Zrób sobie własne pornolki z Kagamim!
    Noo... To moja cudna pisarko zostawiam juz klawiatóre, bo niestety od zajebistości Aomine i Kagamiego mózg mi wypłynął ( uchem?)

    Weeeny życzę <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A! Zapomniałam. Humor zdecydowanie lepszy ^.^

      Usuń
    2. Emm... No to... Znowu zapomniałam? Nożycoręki Karłowaty Psychol. Śmiechłam i nie mogę skończyć.
      I scenka na tapczanie! Kooocham!



      No... Widzisz jaki rozpierdziel umysłu? Nawet nie umiem swoich myśli w jednym komentarzu sklecić xD

      No! To ja już przyżekam, kończę. Jak o czymś zapomniałam to wybacz, ale mózg mi się przegrzał ;-)

      Papa<3

      Usuń
    3. Miło, że ci się humor poprawił :D :D

      Mnie też Aoś i Kagamiś zawsze rozweselają ^^ A jak o nich piszę, to już w ogóle XD

      Dziękować,.. Wielce dziękować :****

      Usuń
  3. Czytanie rozdziału z przerwami raczej nikomu nie służy .-. *a na pewno nie jej* Teraz już nie wiem co tu się właściwie działo.. Śmiercionośne nożyczki Akashiego jak zawsze niezawodne. Hue, hue. Ja bym rzuciła widelcem, a nie łyżką .-. "Połóż widelec na jedzeniu.. Nie na aorcie osoby siedzącej obok." mówili.. "Na jedzeniu. Nie w oczodole tego pana" mówili .-. Kagami gotuj dla mnie plz.. *hasztag mrożona pizza cztery sery życiem* Pozdrawiam i dobranoc xo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akashi psychol rzuca w ludzi nożyczkami xD
      W sumie widelec to dobry pomysł! :D
      gdyby dla mnie też mógł gotować.. ;P
      Miłych snów :3

      Usuń